Osoby o nadmiernie wyczulonym zmyśle moralnym uprzedzam, że z niniejszego postu dowiedzą się o planowanym przestępstwie i mogą następnie Czuć się w Obywatelskim Obowiązku...
Jak większości nawet najdalszych Krewnych-i-Znajomych Sherlocka wiadomo, jamnik odgrywa w życiu tegoż rolę szczególną. A powyższe zdanie jest celowo dwuznaczne, bowiem termin "jamnik" oznacza w nim zarówno jednostkę, Sherlockową Sukę Samantę (for friends: Bubunio) jak i cały gatunek. Do stolików typu jamnik Sherlock również żywi pewną słabość, zwłaszcza gdy są obficie zastawione, ale to nie o tym miało być...
Otóż w pobliżu akademika Sherlocka mieści się sklep ze zwierzętami. W sklepie - jak na amerykańskim filmie - jest kojec, a w kojcu żywe do kupienia szczeniaki, które można sobie pooglądać przez sklepową witrynę. No i gdzieś wśród kłębiących się klusek kłębi się i mały, długi, krzywołapy, gładkowłosy, zimnonosy i szczurzoogoniasty (czytaj: piękny) jamnik.
W kontekście tego, co Sherlock zaraz napisze, wypadałoby zaserwować Wam ckliwy opis, że jamnik jest wychudły, samotny i niechciany, a w jego czarnych zbolałych oczach przegląda się cierpienie całej jamniczej ludzkości... W rzeczywistości jamnik jest tłuściutki, jamniczo rozfiglowany, bezczelnie zadowolony z kojcowego życia na szczenięcej kupie (i to jest kolejny zamierzony dwuznacznik), a co więcej wszystko wskazuje na to, że wkrótce z witryny zniknie w ramionach rozanielonego nabywcy, ale na to przymknijmy chwilowo oko.
Bo, tak czy owak, Sherlock tego jamnika ukraść musi.
Ukraść - a nie kupić - nie tylko z takiego smutnego powodu, że bankructwo Sherlocka osiągnęło już dawno poziom Troi VII, a prace na wykopaliskach dalekie są od zakończenia.
W istocie złodziejskie zamiary Sherlocka wypływają wprost z jego Szlachetnych Przekonań oraz Moralnych Pryncypiów.
Trzeba Wam wiedzieć, że w akademiku Sherlocka nie wolno trzymać własnych zwierząt domowych, a spośród przedstawicieli fauny legalnie przebywają tam jedynie zupełnie bezpańskie karaluchy (oraz wspomniany wcześniej wielbiciel porannego disco).
O ile Moralne Pryncypia Sherlocka nie pozwalają mu łamać akademikowych przepisów (stosowne Pryncypium brzmi w tym wypadku: taaa, i gdzie ja do cholery będę mieszkać, jak mnie wyrzucą?!), o tyle Szlachetne Przekonania każą utrzymywać, że kradzione dobra nie stają się przecież własnością złodzieja. A jeśli tak, to trzymanie w akademiku kradzionego jamnika w żadnej mierze przepisów by nie naruszało.
Rozumiecie już, dlaczego ukraść, pozostaje mi zatem przedstawić Wam Chytry Plan.
Ku ubolewaniu Sherlocka, nie ma mowy o nocnych podchodach w kominiarce i wycinaniu dziury w szybie diamentem. Nawet nie dlatego, że Sherlock chwilowo nie posiada żadnego diamentu. Niestety, w nocy w sklepie nie przebywa intendowany obiekt kradzieży.
Chytry Plan zakłada zatem bezwstydny napad w biały dzień.
Oczywiście Sherlock nie zamierza powielać idiotycznych błędów amatorów (również z amerykańskich filmów), wparowywać do sklepu w skarpecie na głowie i terroryzować ekspedientki zapalniczką w kształcie pistoletu.
Sherlock wkroczy do sklepu z podniesioną przyłbicą i niewinnym uśmiechem na twarzy, podejdzie do kojca, dyskretnie poda jamnikowi adres akademika i surowo zakaże pojawić się tam za pół godziny.
I jeżeli jamnik ten ma w sobie choć odrobinę prawdziwej jamniczej krwi, skuteczność gwarantowana.
A jeżeli nie?Jak większości nawet najdalszych Krewnych-i-Znajomych Sherlocka wiadomo, jamnik odgrywa w życiu tegoż rolę szczególną. A powyższe zdanie jest celowo dwuznaczne, bowiem termin "jamnik" oznacza w nim zarówno jednostkę, Sherlockową Sukę Samantę (for friends: Bubunio) jak i cały gatunek. Do stolików typu jamnik Sherlock również żywi pewną słabość, zwłaszcza gdy są obficie zastawione, ale to nie o tym miało być...
Otóż w pobliżu akademika Sherlocka mieści się sklep ze zwierzętami. W sklepie - jak na amerykańskim filmie - jest kojec, a w kojcu żywe do kupienia szczeniaki, które można sobie pooglądać przez sklepową witrynę. No i gdzieś wśród kłębiących się klusek kłębi się i mały, długi, krzywołapy, gładkowłosy, zimnonosy i szczurzoogoniasty (czytaj: piękny) jamnik.
W kontekście tego, co Sherlock zaraz napisze, wypadałoby zaserwować Wam ckliwy opis, że jamnik jest wychudły, samotny i niechciany, a w jego czarnych zbolałych oczach przegląda się cierpienie całej jamniczej ludzkości... W rzeczywistości jamnik jest tłuściutki, jamniczo rozfiglowany, bezczelnie zadowolony z kojcowego życia na szczenięcej kupie (i to jest kolejny zamierzony dwuznacznik), a co więcej wszystko wskazuje na to, że wkrótce z witryny zniknie w ramionach rozanielonego nabywcy, ale na to przymknijmy chwilowo oko.
Bo, tak czy owak, Sherlock tego jamnika ukraść musi.
Ukraść - a nie kupić - nie tylko z takiego smutnego powodu, że bankructwo Sherlocka osiągnęło już dawno poziom Troi VII, a prace na wykopaliskach dalekie są od zakończenia.
W istocie złodziejskie zamiary Sherlocka wypływają wprost z jego Szlachetnych Przekonań oraz Moralnych Pryncypiów.
Trzeba Wam wiedzieć, że w akademiku Sherlocka nie wolno trzymać własnych zwierząt domowych, a spośród przedstawicieli fauny legalnie przebywają tam jedynie zupełnie bezpańskie karaluchy (oraz wspomniany wcześniej wielbiciel porannego disco).
O ile Moralne Pryncypia Sherlocka nie pozwalają mu łamać akademikowych przepisów (stosowne Pryncypium brzmi w tym wypadku: taaa, i gdzie ja do cholery będę mieszkać, jak mnie wyrzucą?!), o tyle Szlachetne Przekonania każą utrzymywać, że kradzione dobra nie stają się przecież własnością złodzieja. A jeśli tak, to trzymanie w akademiku kradzionego jamnika w żadnej mierze przepisów by nie naruszało.
Rozumiecie już, dlaczego ukraść, pozostaje mi zatem przedstawić Wam Chytry Plan.
Ku ubolewaniu Sherlocka, nie ma mowy o nocnych podchodach w kominiarce i wycinaniu dziury w szybie diamentem. Nawet nie dlatego, że Sherlock chwilowo nie posiada żadnego diamentu. Niestety, w nocy w sklepie nie przebywa intendowany obiekt kradzieży.
Chytry Plan zakłada zatem bezwstydny napad w biały dzień.
Oczywiście Sherlock nie zamierza powielać idiotycznych błędów amatorów (również z amerykańskich filmów), wparowywać do sklepu w skarpecie na głowie i terroryzować ekspedientki zapalniczką w kształcie pistoletu.
Sherlock wkroczy do sklepu z podniesioną przyłbicą i niewinnym uśmiechem na twarzy, podejdzie do kojca, dyskretnie poda jamnikowi adres akademika i surowo zakaże pojawić się tam za pół godziny.
I jeżeli jamnik ten ma w sobie choć odrobinę prawdziwej jamniczej krwi, skuteczność gwarantowana.
Jeżeli nie... wtedy Sherlock będzie musiał się odkochać...
P.S. Tak z ciekawości, czy ktokolwiek z Was łudzi się, że ten post to żart?
